WILHELM PLISCH



Wilhelm Plisch - zdjęcie zrobione w Helmstedt

Wilhelm Plisch (siedzi w środku)

Wilhelm Plisch w Afryce - na zdjęciu widać wspomniany kufel do piwa
fot.archiwum rodzinne

1 stycznia 1877 roku przypadał w poniedziałek. Był to więc początek nowego tygodnia i Nowego Roku, a w rodzinie Plischów także początek nowego życia. W mroźną, zimową noc z 1 na 2 stycznia, w Bojanowie urodził się syn moich prapradziadków Johanna i Marii Plischów. Z dokumentu urodzenia wynika, że poród przyjęła akuszerka Eleonora Zbeczka.

5 stycznia 1877 w kościele parafialnym w Bieńkowicach, dziecko zostało ochrzczone imieniem Wilhelm. Tego samego dnia Eleonora Zbeczka zarejestrowała Wilhelma w Urzędzie Stanu Cywilnego w Bieńkowicach.

Wilhelm był czwartym z kolei dzieckiem Johanna i Marianny. Najstarszy, Augustin, umarł wkrótce po urodzeniu, później na świat przyszły dwie dziewczynki: Martina i Florentine, Wilhelm stał się więc najstarszym z synów, którzy dożyli wieku dorosłego.

Jego życie owiane jest tajemnicą. W rodzinnych przekazach utrwaliła się informacja, że Wilhelm był człowiekiem wykształconym, inżynierem budowy dróg i mostów. Być może kształcił się na uniwersytecie w Helmstedt, skąd pochodzi jedno jego zdjęć (fotografia po lewej stronie na górze).

Na przełomie XIX i XX wieku, Wilhelm wyjechał do Afryki, gdzie, zgodnie ze swym wykształceniem, pracował przy budowach dróg na terenie kolonii niemieckich. Początkowo przebywał w Kamerunie, później w Niemieckiej Afryce Południowo - Wschodniej (obecnie Namibia).

Przełom wieków na tych terenach, to nieustanna walka ludności tubylczej z kolonizatorami niemieckimi. Do największego powstania doszło w 1904 roku - zostało ono krwawo stłumione, pociągając za sobą 60 tys. Ofiar.

Trudno jest określić dokładną datę jego zgonu wujka Wilhelma. Wiemy ze został zabity przez Zulusow z plemienia Herrero podczas ich powstania przeciw Niemcom - być może właśnie tego, o którym wspomniałam powyżej.

Jego siostra, a moja prababka Anna z Plischów Wieczorkowa wspominała, że niedługo przed tym jak wiadomość o śmierci Wilhelma dotarła do Rybnika, miała sen, w którym widziała Wilhelma jak idzie w kierunku domu rodziców. Mówiła, że miało to miejsce, kiedy była ona krótko po połogu a na dworze było bardzo ciepło. Tylko dwójka z urodzonych w Rybniku dzieci Anny i Teofila Wieczorków przyszła na świat w tzw. "ciepłych miesiącach": Ryszard urodził się w lipcu 1903 a Józef we wrześniu 1905 roku. Biorąc pod uwagę tą informację przyjmuję, że Wilhelm Plisch, zginął w latach 1903-1905.

Długie lata wśród pamiątek rodzinnych przechowywano między innymi piękny, duży, ręcznie zdobiony kufel do piwa, który wraz z innymi rzeczami, został po jego śmierci odesłany rodzicom do Rybnika.

Przed I Wojną Światową, w jednej z niemieckich gazet ukazał się artykuł wraz ze zdjęciem nagrobka, który został wystawiony w Namibii na cześć wujka Wilhelma. Gazeta ta była pieczołowicie przechowywana wśród innych rodzinnych dokumentów i pamiątek, niestety nie przetrwała zawieruchy wojennej i zaginęła podczas okupacji w 1939 roku.